Poród w aucie pod radomszczańskim „rynkiem”? To nic dla Alana, który postanowił się urodzić w drodze do szpitala. Ale w historii miasta zdarzały się już podobne ekstremalne rozwiązania ciąży...

Ciąża zaplanowana, torba spakowana, w szpitalu wszystko ustalone... Zostaje tylko wyczekiwanie na dzień porodu... ale natura często płata figle i krzyżuje plany mamy. Bo niektóre maluchy wolą przychodzić na świat w bardziej niekonwencjonalnej scenerii niż na zwykłej porodówce.

Mały Alan z Radomska tak spieszył się na świat, że urodził się na 11 dni przed zaplanowanym terminem. Do tego urodził się w samochodzie kierowanym przez swoją mamę, tuż przed radomszczańskim targowiskiem.

- To było w nocy z niedzieli na poniedziałek. Poczułam bóle, postanowiłam więc jechać do szpitala - opowiada mama Alana Magdalena.

- Sama?? - pytamy.

- Tak sama, jakoś tak się przytrafiło, że wszyscy byli w rozjazdach. O 3.30 wyjechałam z domu. Pamiętam, bo dzwoniłam do narzeczonego. O 3.45 Alan już był na świecie - opowiada.

Jadąc, kobieta zadzwoniła po karetkę. Dyspozytorka dała polecenie, by stanąć w bezpiecznym miejscu i czekać na przyjazd pogotowia.
- Nie bałam się. Pamiętam tylko, że bardzo chciałam, by ta karetka już przyjechała. To trzecie dziecko, więc i samego porodu się nie bałam. Był krótki, kilka parć i maluszek był na świecie, a dokładnie na siedzeniu kierowcy, bo urodziłam za kierownicą - komentuje mama. - Karetka przyjechała szybko, ale Alan był szybszy. Później pojechałam do szpitala i tam już się mną zajęli.

Zobaczcie także: Dzieci urodzone w Szpitalu Powiatowym w Radomsku w 2017 roku [ZDJĘCIA]

Radomszczańskie mamy często wymieniają się informacjami na temat tego, jak to z porodem może być. - W dzisiejszych czasach są fora internetowe, gdzie mamy dzielą się doświadczeniami. Słyszałam na przykład, że kilka lat temu był w naszym mieście taki przypadek, że dziecko prawie przyszło na świat w pociągu. Pani jechała pociągiem i w trasie poczuła, że maleństwo już pcha się na świat - opowiada nam jedna z przyszłych mam.

Z pociągu zadzwoniono po karetkę. Najbliższa stacja była w Radomsku, więc kobietę prosto z peronu zabrano do szpitala. Akcja porodowa już się rozpoczęła, ale dziecko urodziło się dopiero w szpitalu.

Jak opowiadają doświadczone mamy, w Radomsku jeszcze w starym szpitalu pewnego dnia akcja porodowa rozpoczęła się w windzie. - Na szczęście dziecko się tam nie urodziło, tylko już na sali - mówi radomszczanka.

- Moja koleżanka urodziła dziecko po powrocie z egzaminu maturalnego. Wszystko napisała, dojechała do domu i się zaczęło, nawet nie zdążyła dojechać karetka - opowiada pani Marta.

Czy takie ekstremalne porody z punktu widzenia lekarza są bezpieczne?
- Same porody poza szpitalem stwarzają niebezpieczeństwo dla matki i dziecka. Poród nie zawsze jest przewidywalny, w pierwszej minucie może być dobrze, a już za chwilę - źle. Zagrożone jest życie matki i dziecka. Najlepiej jest więc rodzić w szpitalu, przy dobrym zapleczu, gdy jest możliwość natychmiastowej reakcji - mówi Mirosław Kempa, ginekolog z szpitala w Radomsku.

Zobacz także: Poród domowy. Co warto wiedzieć? Davina Reeves-Ciara o swoich doświadczeniach:

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Aby się wypowiedzieć musisz być zalogowany!


Zaloguj się Zarejestruj się

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!