Najpierw było zaskoczenie, strach, potem nieprzespane noce, potrójna praca i zmartwienia, ale też potrójna radość z każdej chwili. Państwo Marzena i Grzegorz od kilkunastu miesięcy są rodzicami pełnych energii trojaczków. Jak mówią, dają radę... muszą dać

Najstarszy jest Przemuś, minutę po nim urodził się Szymek, kolejną minutę później na świat przyszła ich siostrzyczka Gabrysia. Dzieci są do siebie podobne, jak to rodzeństwo, nie są jednak identyczne, bo to trojaczki trzyjajowe. Półtoraroczne maluchy to dziś największa radość państwa Marzeny i Grzegorza Bańcerków z Pławna w gm. Gidle. Są pełne energii i chęci poznawania otaczającego świata. Szczęśliwi rodzice przyznają jednak, że zanim przyszły na świat, był strach o to, czy urodzą się zdrowe i czy uda się odpowiednio zadbać o taką gromadkę. Teraz nie wyobrażają sobie innego życia.

Przemek, Szymek i Gabi byli wyczekiwanymi dziećmi. Od momentu kiedy rodzice dowiedzieli się, że urodzą im się trojaczki, towarzyszyły im obawy.

Było zaskoczenie, choć ciąże bliźniacze już w rodzinie się zdarzyły. Lekarze w takich przypadkach z reguły z góry zakładają, że to ciąża podwyższonego ryzyka, bo wiedzą, że znacznie częściej dochodzi podczas niej do komplikacji. Kłopoty mogą także pojawić się przy porodzie. Dlatego u pacjentek częściej wykonywane jest cesarskie cięcie.

Pani Marzena nigdy nie zapomni pobytu w szpitalu im. Pirogowa w Łodzi. Jak przyznaje, ten czas był dla niej najtrudniejszy. - Baliśmy się zbyt szybkiego rozwiązania. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, nasze dzieci urodziły się w ostatnim tygodniu siódmego miesiąca ciąży - opowiada.

Maleństwa ważące po nie więcej niż 1,7 kg od razu trafiły do inkubatorów, ale gdy rodzice przywieźli dzieci do domu też były obawy.

- Bałam się, że nie poradzę sobie bez pomocy i rad szpitalnego personelu. W lecznicy dużo robiłam przy dzieciach sama, ale zawsze obok był ktoś bardziej doświadczony. Pierwsza noc była straszna, nie spałam, czuwałam przy dzieciach, mimo że każde miało monitor oddechu - przyznaje mama.

Usypianie, kąpiel, spacery...

Jak wspomina, noce początkowo były ciężkie, choć rzadko zdarzało się, żeby cała trójka budziła się naraz. Wyczerpani rodzice poprosili nawet o pomoc specjalistkę, dzięki której z powodzeniem wprowadzili dzieci w rytm nocy i dnia. - Teraz, kiedy przychodzi wieczór albo czas drzemki, kładziemy dzieci do łóżeczek, utulamy i wychodzimy, po 5-10 minutach śpią - opowiada mama.

Kiedy spodziewa się trojaczków, trzeba się na to przygotować nie tylko mentalnie. Zakupy pieluszek, artykułów do pielęgnacji, ubranek, fotelików, huśtawek trzeba przemnożyć przez trzy. Opieka nad trojaczkami powoli staje się rutyną, choć pani Marzena jeszcze potrzebuje pomocy opiekunki. Jak mogą, pomagają także dziadkowie.

Dzisiaj tryb dnia jest już ustalony: - Budzimy się, siadamy na nocniczki, o ósmej jemy śniadanie, potem musimy się umyć, wychodzimy na przydomowy plac zabaw albo spacer. Po powrocie owoce i drzemka. Po obiadku chwila na zabawę... nie wiadomo kiedy przychodzi wieczór i czas położyć dzieci spać - mówi pani Marzena.

- W niedziele zawsze staramy się wyjeżdżać, do rodziny, znajomych albo na plac zabaw do Radomska, bo w naszej gminie nie ma właściwie takiego miejsca - dodaje pan Grzegorz.

Każde wyjście z domu na razie powoduje niemałe zamieszanie, bo gdy jedno dziecko jest już gotowe, chce iść, musi czekać na rodzeństwo. - Mamy trzy wózki, potrójny, podwójny i pojedynczy. Kiedy wychodzimy z trojaczym wózkiem, co zdarza się rzadko, bo jest niepraktyczny, nasze dzieci wzbudzają sensację. Inaczej jest, gdy chodzimy z dwoma wózkami. Zawsze jednak to miłe reakcje - mówi tata.

Rodzice nie nauczyli dzieci ciągłego noszenia. Jeśli już któreś woła na ręce, siada się z nim na podłodze i zajmuje czymś innym. - Na początku każde kąpaliśmy osobno, zmienialiśmy wodę i przynosiliśmy wanienkę do pokoju. Teraz już całą trojkę wsadzamy do wanny, a one bardzo lubią kąpać się razem, największą frajdę mają z odkręcania kranu - opowiada mama.

Z każdym miesiącem pojawiają się nowe potrzeby. - Najpierw był przewijak, teraz wszystkie pomieszczania w domu mamy poodgradzane płotkami. Ostatnio dzieci uczą się już otwierać drzwi, więc musimy pomyśleć o kolejnych zabezpieczeniach. Musimy też przerabiać stół, bo dzieci nie chcą już jadać w fotelikach. Nawet podwórko przerabialiśmy - opowiada tata trojaczków.

Trzy razy więcej pracy

Nie zawsze jest czas cieszyć się pierwszym uśmiechem czy pierwszym krokiem, bo za chwilę dzieje się coś nowego - mówi pani Marzena. - Jest ciężko, ale da się przeżyć. Wychowanie trojaczków przynosi tyle radości, że wynagradza nam to wszystkie trudy.

Trojaczki to nie tylko potrójna radość, czasem też potrójny kłopot. Najgorzej jest, jak któreś zachoruje. Jeśli już jedno załapie katar, to po 2-3 dniach wszystkie są chore i zaczyna się robić ciężko. - Na szczęście do tej pory mieliśmy tylko trzy takie przypadki, kiedy musieliśmy walczyć z przeziębieniem - wspomina mama. - Trudne były też chwile, gdy dzieci zaczynały raczkować, wszędzie było ich pełno.

Na pytanie, co mama trojaczków mówi sobie w naprawdę kryzysowych sytuacjach, pani Marzena odpowiada: - Dam radę, muszę dać radę... Nie wiem, jak ktoś może narzekać przy jednym dziecku, dzisiaj nie wyobrażam sobie nie mieć tej trójki.

Ponieważ jednak pani Marzena ma tylko dwie ręce, do pomocy zatrudnia opiekunkę, która pracuje od godz. 8 do 16 . Później przychodzą na zmianę dziadkowie maluchów. - Myślę, że póki nie skończą trzech latek, będę potrzebowała pomocy - mówi.

W ferworze codziennych obowiązków pani Marzena potrafi jednak wygospodarować chwilę dla siebie, choć przyznaje że nie potrzebuje odpoczynku od swoich dzieci.

- Zdarza się, że wychodzę do fryzjera albo na zakupy, zwykle robię to w czasie popołudniowej drzemki maluchów. Szykuję wcześniej obiadek, proszę kogoś o pomoc i wychodzę. Ale i tak chcę szybko wracać, bo tęsknię i od razu zastanawiam się, co się z nimi dzieje - przyznaje. - Bywa, że zapomnę o połowie rzeczy do kupienia, bo tak mi się spieszy do domu. Cieszy mnie, że mam moje skarby i to na razie mi wystarcza...

Każde jest inne


Rodzice starają się nie kupować takich samych ubranek, by każde z ich dzieci było indywidualnością. Takie są też zalecenia psychologów. Problemu z rozróżnieniem maluchów właściwie nie było. - Takie momenty zdarzały się tylko wtedy, kiedy były w inkubatorze, potem bardzo szybko zaczęły się zmieniać - wspomina mama.

Trojaczki różnią się także charakterami. Jak opowiadają rodzice, Szymon potrafi wyrwać Gabrysi zabawkę z rąk, dziewczynka też bywa dominująca, ale potrafi ustąpić. Przemuś z kolei jest bardzo spokojny, choć ma swoje „humorki”. Pierwsza zaczęła chodzić Gabrysia, a Szymek z Przemusiem właściwie rozwijają się na równi.

Już teraz wśród trojaczków widać zazdrość i rywalizację. - Najgorsze momenty są wtedy, kiedy dzieci kłócą się o jedną zabawkę, albo kiedy przewijam jedno, a pozostała dwójka rzuca się na mnie do przytulania. To naprawdę stresujące sytuacje - mówi pani Marzena.

Zobacz także: Eksperci i mamy o tym dlaczego warto karmić piersią

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Aby się wypowiedzieć musisz być zalogowany!


Zaloguj się Zarejestruj się

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!