(© archiwum schroniska)

Mimo wielu akcji społecznych nadal w czasie wakacji koty i psy są porzucane przez swoich właścicieli. W schronisku w Radomsku pojawiło się kilkadziesiąt niechcianych szczeniąt i kociąt

Wakacje to trudny czas w schroniskach dla zwierząt. Niestety wciąż zdarzają się osoby, które chcąc pozbyć się psa czy kota po prostu go wyrzucają. Do radomszczańskiego schroniska w lipcu trafiło 70 zwierząt (w tym 25 szczeniąt i 30 kociąt), to dwa razy więcej niż zwykle. Teraz zwierzaki czekają na swoich nowych właścicieli. Psy trafiły tu z różnych miejsc, niektóre cudem przeżyły. - Kilka szczeniąt zostało podrzuconych na niezamieszkałą posesję, bez jedzenia i picia. Inne w pudełku po prostu leżały gdzieś przy ul. Narutowicza - opowiada Barbara Sobczyk, mistrz schroniska. - Kilka małych piesków trafiło do schroniska bez mamy, jeszcze nie widziały - na szczęście pracownikom udało się je uratować i teraz są już rezolutnymi psiakami.

Kilkoro maluszków niedługo trafi do nowego domu, tylko muszą nieco podrosnąć. - Szczenięta zawsze są chętniej brane do domu. Każdy chce sam wychować psa „od małego” - mówią w schronisku.

Miłośnicy zwierząt do Radomska przyjeżdżają nawet z oddalonych wiosek. - Niedawno straciliśmy psa. Mój synek bardzo kocha zwierzęta, dlatego wybraliśmy się do schroniska. Tu pieski są zbadane, zaszczepione. Szukaliśmy rasowego psa. Ale ten mały (wskazuje na szczenię) wydaje się, że urośnie całkiem spory i jest taki puchaty - mówi pani Anna z Gorzkowic, która za symboliczną złotówkę adoptowała kundelka Filipka.

Na adopcję czekają też małe kotki. Liczba tych w ostatnim czasie w schronisku się potroiła. Już na początku wakacji trafiło na ulicę Spacerową kilkanaście kociąt. Teraz już się tu zaaklimatyzowały, chętnie jedzą i swoje potrzeby potrafią załatwiać w kuwecie. Są skore do zabawy, ale ich historia także nie jest wesoła. - Pracownik PGK znalazł kocięta w śmietniku. Były związane szczelnie w reklamówce, bez dostępu do powietrza - opowiada Barbara Sobczyk ze schroniska dla bezdomnych zwierząt.

Kolejna „rodzinka” kociąt też „swoje” przeżyła, bo, jak opowiadają w schronisku, trafiły tutaj wprost z tekturowego pudła.

- W czasie spaceru po lesie, pewna rodzina usłyszała jakieś odgłosy, coś w rodzaju miauczenia. Okazało się, że w pudełku, szczelnie zaklejonym i owiniętym folią są małe koty - opowiada Barbara Sobczyk.

Dlaczego zwierzaki są porzucane? Oddanie zwierzęcia do schroniska kosztuje 150 zł i do tego placówka przyjmuje je w miarę posiadania wolnych miejsc. Powinny tu trafiać jedynie zwierzęta, których właściciel zupełnie nie radzi sobie z ich wychowaniem, czy to ze względów zdrowotnych czy mieszkaniowych.

- Jeśli ktoś ma porzucić swojego psa czy kota na pastwę losu, przywiązanego do drzewa, albo ukrytego w pudełku... na prawdę lepiej niech zostawi go gdzieś blisko schroniska i dodatkowo nie utrudnia mu odnalezienia się na „wygnaniu” - komentują w schronisku.

Jeśli ktoś znajdzie bezdomne zwierzę na terenie Radomska, powinien zgłosić to do czynnego całodobowo wydziału bezpieczeństwa i porządku, funkcjonującego w strukturach urzędu miasta. Pracownicy schroniska odławiają bezdomne zwierzęta dopiero po otrzymaniu zlecenia przez wydział.

Obecnie w schronisku przebywa 115 psów i 49 kotów.

Zobacz także: Rozstrzygnięcie konkursu w schronisku dla bezdomnych zwierząt w Radomsku [ZDJĘCIA+FILM]

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Aby się wypowiedzieć musisz być zalogowany!


Zaloguj się Zarejestruj się

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!